Rozdział dwudziesty pierwszy - Nieoczekiwany zwrot akcji

poniedziałek, 24.stycznia.2011, 11:40
Co robi studentka pierwszego roku lingwistyki stosowanej przed najważniejszym egzaminem w semestrze? Uczy się;D Ale co zrobi, kiedy już ma dość? Nagle dostaje weny i zmienia akcję tak, żeby odpowiadała stanowi jej ducha;D
Tak więc:
Po pierwsze: Zapraszam na nowy rozdział - po długim czasie absolutnego braku weny nagle dostałam natchnienia, kiedy miałam już serdecznie dość czytania o fonemach, dyftongach, etc. w języku angielskim.
Po drugie: Ten rozdział miał w pierwowzorze wyglądać zupełnie inaczej. Ale: po pierwsze - postanowiłam troszeczkę więcej pozostawić wyobraźni, a po drugie, zmieniłam strategię;D Trzeba przyśpieszyć akcję, nie spowalniać jej;D
Po trzecie: Nie wiem, kiedy znów wena kopnie mnie w tyłek na tyle, żeby coś znów napisać. Ten rozdział został dokończony wczoraj w środku nocy i nie został zredagowany, ale pomyślałam, że jak go nie dodam, to sobie tego nie wybaczę, bo w końcu nie dodam go w ogóle;D Dlatego - czekam na szczegółowe komentarze odnośnie tego, co warto byłoby zmienić;D
Po czwarte: długo zastanawiałam się, co zrobić ze wspólną nocą Marty i Gabriela w gospodzie. W końcu chyba jednak znalazłam rozwiązanie, które wszystkich zadowoli - mnie na pewno;D;D;D

A teraz, nareszcie: ZAPRASZAM DO CZYTANIA:D (Trzymajcie za mnie kciuki w tym tygodniu i w przyszłym pierwszego lutego, bo wiadomo, że pierwsza sesja w życiu to duży stres;D;D;D)

Buziaki!
M.


***


Trzy godziny minęły, odkąd zostawił Martę samą w pokoju. W tym czasie razem z Mauricem opróżnili butelkę przedniego wina – najlepszego, bo z prywatnej piwniczki właściciela gospody. Znali się od dzieciństwa – gospodarz był w rzeczywistości zbuntowanym, najmłodszym synem starego wicehrabiego. Po ukończeniu Eton zakochał się w córce jednego z dzierżawców i ożenił się z nią, po czym postanowił odciąć się całkowicie od rodziny i zacząć od zera, by udowodnić swoją wartość i przede wszystkim – być niezależnym. Wykupił starą, przydrożną ruderę, po czym przekształcił ją w gospodę szeroko znaną w hrabstwie z wygód i… dyskrecji właścicieli. Oczywiście, rodzina wyrzekła się go i w rozmowach od tamtej pory nigdy nie wspomniano jego imienia. Jeśli na kogoś Gabriel mógł liczyć w absolutnie każdej sytuacji, to na pewno na Maurice’a Calloway’a i jego żonę. Sprawdziło się to już dziesiątki razy. Dlatego właśnie u niego zatrzymali się na nocleg w drodze do Londynu.
- To się jej nie spodoba, Wasza Wysokość… - gospodarz odstawił pustą butelkę po winie na komodę, po czym wyjął z szafki kolejną i postawił na stole przed przyjacielem.
Gabriel jednak odsunął ją od siebie. Nie miał zamiaru zasnąć tej nocy z powodu przepicia. W ogóle nie miał zamiaru spać. Rozparł się wygodnie w fotelu i założył ręce na piersi, przy okazji obdarzając towarzysza rozbawionym spojrzeniem.
- Wiem o tym. Ale szczerze wątpię też, by długo się opierała. - Przynajmniej miał taką nadzieję.
Maurice nalał sobie pełną szklankę wina z nowej butelki i wzniósł toast, kręcąc przy tym głową z powątpiewaniem.
- Za ciebie, przyjacielu. Obyś nie próbował oszukiwać sam siebie…

Cudownie było zanurzyć się w gorącej wodzie z dużą ilością piany. Dopiero wtedy poczułam, że naprawdę mogę się zrelaksować. Żona gospodarza, Dorothy, po tym, jak przygotowano dla mnie wszystko, zostawiła mi jeszcze kolację na tacy na stoliku i, życząc dobrej nocy, opuściła pokój. Nie umknął mojej uwadze jej… dziwny – jakby domyślny uśmiech.
Przecież nie miałam najmniejszego zamiaru dać się uwieść Angelowi tej nocy! Nad chęcią wolałam się po prostu nie zastanawiać. Przez moje myśli przemknęły obrazy jak w kalejdoskopie. Wrażenia były na tyle intensywne, tak bardzo sugestywne, że poczułam, jak moje policzki czerwienieją niezależnie od temperatury wody w wannie. „Pomyślże o czym innym!” – Nakazywałam sobie w duchu. – „Chyba nie chcesz rzucić się na Gabriela w chwili, w której wejdzie do pokoju!”. Cóż… pokusa była wielka. Nie, nie, nie! Obiecałam sobie być rozsądna! Oczywiście – ubzdurałam sobie, że się w nim zakochałam, a to musiał być po prostu nadzwyczaj silny pociąg fizyczny. Do wszystkiego można stworzyć ideologię. A do tego – w szczególności.
Z drugiej strony, przypomniałam sobie te momenty, kiedy wcale nie pożądanie, ale właśnie coś innego, głębszego, przepełniało mnie, kiedy był przy mnie: kiedy trzymał w ramionach siostrzeńca, kiedy byłam chora i dostałam od niego kwiaty, kiedy podarował mi pierścionek zaręczynowy…
Zacisnęłam powieki i na chwilę schowałam głowę pod wodą, która robiła się coraz chłodniejsza. Przy okazji wypłukałam włosy po wcześniejszym namydleniu ich. Skupiłam całą swoją uwagę na tej czynności. Później jeszcze raz się umyłam cała, szorując się trochę ostrą szczotką, żeby wybić sobie z głowy głupie pomysły. Doprowadziłam do tego, że moja skóra zrobiła się wszędzie trochę czerwona i już miałam podnosić się by wyjść z wanny, gdy dobiegł do mnie dźwięk otwieranych drzwi.
- Marta, jesteś tam? – usłyszałam zza parawanu ten jeden, niepowtarzalny głos i poczułam, jak przechodzą mnie dreszcze. Szybko się jednak opanowałam.
- Tak, jestem. Zaraz wychodzę.
- Świetnie. Mam nadzieję, że woda nie jest jeszcze całkiem zimna.
Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu dużego ręcznika albo szlafroka, którymi mogłabym się wytrzeć i przy okazji zasłonić jeszcze przed włożeniem koszuli nocnej. W przeciwieństwie do ówczesnych eleganckich dam, nie umiałam kąpać się w ubraniu. Raz próbowałam i było mi nadzwyczaj niewygodnie – wszystko się potem lepiło do ciała, a nie był to przecież wygodny kostium kąpielowy. W końcu znalazłam to, czego szukałam. Wstałam, jednocześnie okrywając mokre ciało. Nagle zrobiło mi się zimno – jednak za długo siedziałam w stygnącej wodzie. Szybko narzuciłam na siebie koszulę nocną, która zasłaniała mnie od stóp po samą szyję. Zanim jednak wyszłam, wychyliłam się zza parawanu i rozkazującym tonem powiedziałam:
- Odwróć się!
Zdziwiło mnie, że bez słowa sprzeciwu wykonał moje polecenie. W sumie, to już mnie widział przecież w bieliźnie, więc nie powinno mi to robić wielkiej różnicy. Starałam się nie zastanawiać nad ewentualnymi motywami takiego postępowania. W mgnieniu oka wskoczyłam na ogromne łóżko i przykryłam się po samą szyję.
- Już możesz iść.
Dopiero wtedy odważyłam się spojrzeć w jego stronę. Był już bez surduta i kamizelki, tylko w rozpiętej koszuli i bryczesach. Nawet buty z wysokimi cholewami już udało mu się zdjąć. Kiedy szedł w stronę wanny, posłał mi rozbawione spojrzenie.
- Nie martw się, nie rzucę się na ciebie, więc nie musisz patrzeć na mnie tym wzrokiem rannego zwierzątka. – Powiedział, po czym zniknął za parawanem. Wykorzystałam ten czas, kiedy przygotowywał się do kąpieli, by drugim ręcznikiem wysuszyć częściowo mokre włosy.
Po chwili usłyszałam zza parawanu plusk wody i stłumione przekleństwo.
- Czemu mnie nie uprzedziłaś, że jest lodowata?!
Zaczęłam się śmiać cicho. Może to mogło trochę pohamować jego ewentualne zapędy i mnie samej dać możliwość skupienia się na czymś innym. Nic mu nie odpowiadając, zabrałam się za kolację, która czekała na mnie już od dłuższego czasu.
Wtedy zauważyłam pewną rzecz. Parawan – w teorii matowy z tamtej strony – ponieważ ustawiony był na szafce świecznik – mocno prześwitywał i dawał dosyć wyraźny obraz tego, co kryło się za nim. Akurat miałam widok na świetnie umięśnione, przepięknie wyrzeźbione plecy i barki Gabriela. Aż mi zaschło w ustach na ten widok i zakrztusiłam się chlebem. Ciekawe, czy on też siedział w tym miejscu, kiedy czekał, aż skończę. Jeśli tak – cóż, mógł bez oporów mnie podglądać! Cóż za bezczelny typ!
W złości zaczęłam układać stertę poduszek na łóżku tak, by oddzielała murem dwie połowy. Niech sobie nie wyobraża nie wiadomo czego! Szybko skończyłam jeść i starałam się nie zerkać nieustannie w stronę parawanu. Jeszcze zanim wyszedł z kąpieli, położyłam się na boku na samym skraju łoża i zgasiłam świece po mojej stronie posłania. Zacisnęłam oczy, udając, że zasypiam. Doskonale jednak zdawałam sobie sprawę ze wszystkiego, co się działo w pokoju.
Niedługo później Gabriel wyszedł z wanny i przyszedł do łóżka. Nie odezwał się przy tym słowem, więc miałam nadzieję, że jest przekonany, że udało mi się wcześniej zasnąć. Nie zareagowałam nawet wtedy, kiedy wyrzucił poduszki, które ustawiłam między nami, ani wtedy, gdy delikatnie przesunął dłonią po moim ramieniu. Już zaczynałam się cieszyć ze swojej strategii, kiedy usłyszałam jego chichot.
- Marta, nie próbuj udawać, że śpisz. Jesteś napięta jak struna, czuję to.
Tym razem zadrżałam, kiedy przesunął dłoń na mój kark. Pokonana, otworzyłam oczy i odwróciłam się w jego stronę. Przez moment moje oczy przyzwyczajały się do ciemności, ale potem już dokładnie widziałam kontury twarzy narzeczonego zaledwie kilkanaście centymetrów przed sobą. Kiedy już w oknie można było zobaczyć księżyc jasno błyszczący na niebie i którego poświata rozjaśniła trochę wnętrze, widziałam także błyski w oczach Gabriela i krzywy uśmieszek na jego ustach.
- Nie musisz już bezsensownie układać tych poduszek. To tylko kolejna zbędna czynność, szczególnie, że i tak znikną, mogę ci to obiecać.
Wściekła, próbowałam się znów odwrócić do niego plecami, ale przytrzymał moje ramię, uniemożliwiając mi ten ruch.
- Puść mnie. Już! – Zacisnęłam zęby i wyswobodziłam się z tego uścisku. – Powiedziałam, że dzisiaj nie dam ci się…
Nie skończyłam zdania. Był szybszy. Zanim się zorientowałam, całował mnie goręcej i wspanialej niż kiedykolwiek, a moje zdradzieckie serce i ciało aż rwały się, by na to odpowiedzieć. Przytuliłam się do niego mocno, jednocześnie składając dziękczynne modlitwy za to, że miałam na sobie długą koszulę nocną, a Gabriel ponownie założył spodnie. Absolutnie miałam dowody na to, by czuć, że nie jestem mu obojętna i nie byłabym chyba kobietą, gdybym nie czerpała z tego powodu satysfakcji. Starałam się zachować pełną świadomość tego, co się dzieje, ale z każdą chwilą przychodziło mi to coraz trudniej. Szczególnie, że noc była zdumiewająco chłodna, a najlepszym i najbliższym źródłem ciepła wydawało mi się rozpalone ciało ukochanego.

Zachował się jak na dżentelmena przystało. Prawie. Nawet trochę tego żałowałam, ale nigdy bym się do tego nie przyznała. To były moje pierwsze myśli rano, po obudzeniu. Tym razem, na samym środku wielkiego łóżka, leżałam na boku, przytulona tyłem na całej długości do narzeczonego. W pasie obejmowało mnie opalone, umięśnione ramię, a jego ciepły oddech czułam na policzku i na nagim ramieniu – w zdumiewający sposób moja koszula została rozsznurowana, przez co ledwie wisiała na biuście, a jej dolna część została podwinięta wysoko aż na biodro.
Próbowałam wysunąć się z objęć Gabriela tak, by go nie obudzić, ale na próżno – jego ręka tylko ciaśniej objęła mnie w pasie.
- Dzień dobry, słońce. Cieszę się, że wreszcie się obudziłaś. – Poczułam, jak zanurza twarz w moich włosach, a potem całuje mnie w czoło, i w ucho, i w kark…
Z trudem udało mi się wykręcić tak, by być twarzą do niego. Zanim cokolwiek powiedziałam, pocałowałam go mocno.
- Która godzina?
Dał mi całusa w nos.
- Pewnie jeszcze przed południem. Ale niewiele. Musimy zaraz ruszać, żeby dotrzeć do Londynu przed wieczorem.
W odpowiedzi tylko przytuliłam policzek do jego imponującego, gorącego torsu.
- Nie mam najmniejszej ochoty się stąd ruszać.
- Z moich ramion czy z tego pokoju?
Uśmiechnęłam się szeroko i zaciągnęłam się jego przyjemnym, czystym, męskim zapachem.
- Z jednego i drugiego.
Parsknął śmiechem.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę z tego powodu. Szczególnie, że od dzisiaj nie puszczę cię już nigdzie z tego pierwszego.
W mojej głowie nie wiadomo dlaczego włączyły się dzwonki alarmowe.
- Co to oznacza? – Uniosłam twarz i wbiłam w niego wzrok tak, by nie zdołał zbyć mnie byle jaką odpowiedzią.
Nagle zmieszał się i przez chwilę nie odpowiadał. Ewidentnie próbował coś kręcić.
- Słucham! – Przeczucie mnie nie zmyliło. Coś było nie tak.
- Widzisz… Kiedy wrócimy do Londynu, to… - Czy mnie się tylko zdawało, czy Gabrielowi po raz pierwszy naprawdę zabrakło słów? – To w kościele będzie już na nas czekał ksiądz z twoją rodziną, Anną i Udykiem.
- Co?! – Bezgranicznie zdumiona, natychmiast uniosłam się do pozycji siedzącej i wpatrywałam się wściekle w Angelfielda. – Co to ma znaczyć, do diabła?!

Mógł się spodziewać, że nie będzie zachwycona. Próbował się oszukiwać, że po tym, co zaszło tej nocy, nie będzie miała ochoty czekać ze ślubem ani chwili dłużej – szczególnie, że sytuacja tak czy inaczej zmusiłaby ich po powrocie do stolicy do natychmiastowego zalegalizowania związku. Może jednak trzeba było doprowadzić wieczorem sprawę do końca i to zwalczyłoby jej wszelkie opory? Nie, to by pewnie nic nie zmieniło. Przyzwyczaił się już do tego, że jego ukochana jest osobą nadzwyczaj niezależną i nienawidzi narzucania jej czyjejś woli. Tym razem jednak nie było odwrotu. Sama zgotowała sobie ten los, uciekając. To doprowadziło do wściekłości nawet tak bardzo oddanego jej wuja, który do tej pory przymykał oko na jej wybryki, bo brał pod uwagę to, że mogła nie być zachwycona perspektywą aranżowanego małżeństwa. Tym razem Gabriel miał na piśmie potwierdzenie, że przejmuje całkowitą opiekę nad przyszłą żoną i aby dopełnić formalności natychmiast po przyjeździe do Londynu mają się pobrać. Brakowało tylko tego, by ktoś dowiedział się o tym, że całą drogę powrotną spędzili razem w powozie i w gospodzie – bez niezbędnej przyzwoitki.
Oczywiście, mógł po prostu zabrać ze sobą także matkę. Wtedy jednak Marta miałaby szansę znów odsunąć od siebie to, co nieuniknione. Nie, już lepiej było znieść parę dni jej wściekłych spojrzeń i prób uprzykrzenia mu życia, ale będąc pewnym, że nie ucieknie mu znowu.
Nie zauważyła, że z tym wściekłym spojrzeniem, koszulą, która całkiem zsunęła jej się z ramion i włosami w porannym nieładzie przedstawiała sobą nadzwyczaj kuszący obraz. Od razu budziła się w nim potrzeba poskromienia tej małej złośnicy.
- To, co słyszałaś. Zostaniesz moją żoną natychmiast, kiedy dojedziemy do Londynu. – Próbowała coś powiedzieć, nawet przygotowała pazury, by wydrapać mu oczy, ale złapał ją za oba nadgarstki. – W razie, gdybyś próbowała stawiać opór albo znowu uciekać, pamiętaj, że mam specjalną dyspensę, dzięki której możemy wziąć ślub u jakiegokolwiek księdza. Nawet teraz, zaraz i tu. Więc masz przed sobą dwie możliwości: albo grzecznie wrócić ze mną do domu i wyjść za mnie w otoczeniu rodziny, w kościele, z najlepszą przyjaciółką jako druhną i w ślubnej sukni, albo tylko mając przy sobie mnie i kapłana, tu w gospodzie i w jedynym eleganckim stroju, jaki masz ze sobą.
Próbowała wyrwać ręce z jego uścisku, ale bezskutecznie. Gdyby jej wzrok mógł zabijać, padłby martwy już tam, na miejscu. Niestety, miał silne obawy, że czekają go dni ciężkiej przeprawy. Niezależnie od tego, z tej sytuacji nie było dla nich innego wyjścia oprócz natychmiastowego ślubu. Nawet, jeśli ze względu na nią chciałby trochę ustąpić, nie miał wyjścia.
- Więc jak? Zdecydowałaś już?

Tak, zdecydowałam. Obiecałam sama sobie, że przemienię jego życie w piekło w najbliższym czasie. Kolejna próba ucieczki nie wchodziła w grę – Gabriel prawdopodobnie był zdolny nawet do tego, żeby przywiązać mnie do swojego boku, żeby tylko dopiąć swego. Jak on śmiał postępować ze mną w ten sposób?! Na pewno był taki czuły i namiętny tylko po to, żeby mnie zmiękczyć, a potem oświadczyć, że nie ma odwrotu. Mogłam się założyć, że wykorzystałby to, co działo się w nocy, żeby zmusić mnie do zgody. Co za wstrętny oszust i manipulator! Szantażowałby mnie tym, że prawie „skonsumowaliśmy” nasz związek. To, że zatrzymał się w pewnym momencie pewnie też miało służyć temu, żebym z ogromną chęcią wyszła za niego za mąż tylko po to, by szybko mieć okazję, żeby to zakończyć!
Do tego moje nadgarstki w jego żelaznym uścisku zaczynały boleć. Nie mogłam już tego znieść.
- Zgoda. Z przyjemnością poczekam aż dojedziemy do Londynu. – Uśmiechnęłam się przy tym fałszywie tak, że czułam, jak wykrzywia mi się nienaturalnie szczęka. Oczywiście, zdawał sobie z tego sprawę. Rozluźnił jednak ręce, dzięki czemu szybko podniosłam się z łóżka i zbierając swoje ubranie, ruszyłam za parawan, żeby się ubrać. – I nie próbuj mnie teraz podglądać, bo naprawdę wydrapię ci oczy! - Nie zawracałam sobie głowy ciasnym wiązaniem gorsetu. Byłam zbyt wściekła – jeszcze mogłabym pęknąć ze złości. Włosy związałam w węzeł na karku i byłam gotowa do wyjścia w rekordowo szybkim tempie. Kiedy wyszłam zza parawanu, Gabriel także był już w pełni ubrany.
- Możemy jechać. Nie jestem głodna. – Pewnie, jakiekolwiek jedzenie starałabym się wepchnąć Gabrielowi do gardła/wylać mu na głowę/wysmarować mu nim twarz. Zbyt wiele nadzwyczajnych pomysłów na ten temat przychodziło mi do głowy.

Maurice na odchodnym szepnął mu do ucha: „A nie mówiłem?”. Miał rację. Sprawy nie do końca potoczyły się tak, jak zamierzał. Zajęli z Martą w powozie miejsca na przeciwnych siedzeniach i przez kolejne godziny wszelkie próby nawiązania rozmowy z jego strony dziewczyna zbywała milczeniem. Dzięki temu miał trochę czasu na opracowanie nowych strategii postępowania z przyszłą żoną. Wciąż jednak uważał, że tym razem konwenanse bardziej mu pomogły niż przeszkodziły. A ta mała uparta oślica niedługo sama pojmie, że to wszystko dzieje się tylko dla jej dobra. W rzeczywistości po prostu nie mógł się doczekać kolejnych etapów ujarzmiania jej. Najpierw zabierze ją do Angelfield, gdzie z jednej strony nie będą im groziły wizyty ciekawskich znajomych, którzy na pewno chcieliby poznać szczegóły tego nieoczekiwanie prędkiego, skromnego ślubu najlepszej partii w Królestwie i najpiękniejszej, najbardziej pożądanej panny na wydaniu w sezonie.
Nie spuszczał z niej oka – tak zapobiegawczo – gdyby jej strzeliło do tej pięknej główki na przykład, wyskoczyć z powozu, kiedy gdzieś zwolnią po drodze. Miał poważne podejrzenia, że byłaby do tego zdolna.

Kiedy już dojechaliśmy do Londynu, pod moją rodzinną rezydencję, Gabriel tylko wprowadził mnie do holu, gdzie czekali już wuj z ciotką Meg i Anną. Był przy tym nadzwyczaj poważny.
- Przywożę ją całą i zdrową. Problem już rozwiązany. Widzimy się za dwie godziny w kościele.
Po chwili już go nie było.
Wuj podszedł do mnie, uniósł moją brodę palcem i spytał:
- No i po co ci to było, dziecko? Teraz już nawet nie masz możliwości, by mu odmówić. Gdybym wiedział, że tak bardzo będziesz się przed tym bronić, zastanowiłbym się dobrze, zanim przyjąłbym jego prośbę o twoją rękę. Wtedy byłem pewny, że to jednak jest dobry pomysł – szczególnie, że iskry sypały się za każdym razem, gdy zamienialiście choćby kilka słów… - Jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnował. Odwrócił się i ruszył w stronę biblioteki. Poczułam się, jakbym strasznie go zawiodła. On naprawdę był przekonany, że pomaga tylko dwójce zakochanych w sobie młodych ludzi połączyć się. Ponieważ zna mnie dobrze, przestałam się dziwić, że wybrał do tego tak dziwną metodę.
Ciocia Meg za to, przytuliła mnie.
- Dziecko kochane, dobrze, że nic ci się nie stało! Chociaż tyle się udało zrobić, że Angelfield znalazł cię, zanim zdążyłaś zrobić coś głupiego! – Cóż, może poza jednodniowym angażem jako niania, a wcześniej przebraniem się za młodego paniczyka, to owszem, nie popełniłam wielu głupot. Jedną z nich natomiast na pewno było poddanie się urokowi Gabriela w gospodzie!
Anna przez cały czas nie odezwała się ani słowem. Obserwowała sytuację i patrzyła na mnie trochę smutno. Widziałam, że czekała tylko, aż będziemy same, żeby ze mną porozmawiać. Nie byłam pewna, czy spodoba mi się to, co usłyszę.
Zaprowadziły mnie obie do moich apartamentów. Natychmiast zauważyłam, że moje kufry są spakowane i przygotowane do wyprowadzki. Natomiast… na moim łóżku rozłożono najprawdziwsze dzieło sztuki krawieckiej! Przez moment zastanawiałam się, jak to się stało, że za swoją głupotę miałam dostać taki prezent. Dopiero wtedy dotarło do mnie, co to jest – moja suknia ślubna!
Uszyta z dwóch warstw – pod spodem kremowego jedwabiu najwyższej klasy, a z wierzchu – drobniuteńkiej, cienkiej jak pajęcza nić koronki ozdabiana perełkami. Fasonem coś mi bardzo przypominała, ale nie została uszyta w stylu empire. Miała bardzo szeroką spódnicę i ciasny, również koronkowy gorset z szerokim i głębokim dekoltem. Uśmieszek Anny, który spowodował, że domyśliłam się, że był to jej pomysł, spowodował, że przyjrzałam się szacie dla prawdziwej księżniczki dokładniej. Po chwili już wiedziałam: to była dokładna kopia sukni Christine Daaé z filmowej wersji „Upiora w operze”, kiedy śpiewała arię „Think of me”! Przypomniałam sobie, że kiedyś opowiadałam przyjaciółce, że moim wielkim marzeniem byłoby wyjść za mąż w takim stroju.
Zabrakło mi słów. Pozostawało mi tylko uścisnąć mocno przyjaciółkę w podziękowaniu i zetrzeć łzy z jej i swojego policzka. Dopiero, kiedy ciocia Meg wraz z nią pomogły mi się przebrać w to spełnione marzenie nastolatki, miałam okazję, by porozmawiać z Anną w cztery oczy.
Kiedy obejrzałam się w lustrze, nie mogłam uwierzyć własnym oczom – wyglądałam dokładnie tak, jak bohaterka mojego ukochanego musicalu! Nawet można powiedzieć, że byłam do niej niemalże bliźniaczo podobna. Tyle że mnie nie czekało nadzwyczaj nudne, jałowe życie u boku okropnego i mdłego – co z tego, że „podobno przystojnego”, jeśli wcale taki nie był? – wicehrabiego Raoula de Chagny. Ja wybrałam swojego władczego, apodyktycznego, tajemniczego, fascynującego i przy tym naprawdę seksownego, pociągającego Upiora – a właściwie Angela. Niezależnie od tego, że w tym momencie byłam na niego nadzwyczaj wściekła i miałam w planach dopiec mu tak bardzo, jak tylko się da.
- Anna, nawet nie wiesz, jak bardzo jestem ci za to wdzięczna. Chociaż nie chce mi się wierzyć, że zdołałyście załatwić uczycie jej w dwa dni…
Przyjaciółka pokręciła głową.
- Aleś ty naiwna. Krawcowa pracowała nad nią od kilku tygodni. Nie wyobrażasz sobie chyba, żeby przyszywanie tych tysięcy perełek mogło zająć tak niewiele czasu!
Zdziwiło mnie to tylko na moment.
- No tak. Przecież już wcześniej było wiadomo, że wyjdę za Gabriela prędzej czy później. Wyszło na to jednak, że wcześniej. Ale nie mam zamiaru tak łatwo się z tym pogodzić i stać się przykładną żoneczką tylko dlatego, że ten krętacz i manipulator sobie tego życzy!
Anna wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Domyśliłam się, że nie spodoba ci się ta sytuacja. Ale naprawdę, nie ma innego wyjścia. Jutro już ktoś by się mógł dowiedzieć, że nie ma was obojga w Londynie i że jest taka możliwość, że uciekliście razem. Nie muszę ci przecież tłumaczyć, jak powstają plotki. Te na temat Eve i Nicholasa zdusiło w zarodku oświadczenie Gabriela, że był świadkiem na ich ślubie – niezależnie od tego, że mówił o tym jeszcze przed wyjazdem w poszukiwaniu ciebie. A co do uprzykrzania życia Angelfieldowi – wiesz, popieram ten pomysł. Zasłużył sobie trochę na to, żeby go podręczyć.
W tym momencie poczułam wyrzuty sumienia. Chociaż pewnie nie powinnam tego robić, by nie pognieść sukni, usiadłam na taborecie przy toaletce.
- Może tak, a może nie… W końcu w ten sposób przede wszystkim chroni moją reputację. Towarzystwo pewnie uwierzy w historię o tym, jak to bardzo zakochana młoda para księcia i nowej księżnej Angelfield wzięła cichy ślub, żeby w spokoju cieszyć się miesiącem miodowym.
Anna założyła ręce na piersi i oparła się o jeden ze słupków przy moim łóżku.
- Tak, prawdopodobnie tak. I o to właśnie chodzi, prawda?
Wzruszyłam ramionami. Już w sumie nie do końca wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Przy tym czułam, że muszę się koniecznie podzielić z przyjaciółką swoim odkryciem.
- Szczególnie, że przynajmniej częściowo będzie to prawda. Jestem prawie przekonana o tym, że zakochałam się w Gabrielu.
Spodziewałam się zaskoczenia, pytań, ale nie tego, co nastąpiło. Księżna Dreamkin na moją rewelację najpierw zrobiła ogromne oczy, po czym wybuchnęła głośnym śmiechem. Tak bardzo, że łzy zaczęły jej płynąć po policzkach i złapała się za brzuch, który najwyraźniej aż ją zabolał.
W końcu prawie się uspokoiła i usiadła na fotelu niedaleko mnie.
- I mówisz, że dopiero teraz zdałaś sobie z tego sprawę?! Brawo, Martuś. Masz naprawdę refleks szachisty. Nie myślałam, że tak długo będziesz okłamywać sama siebie i wmawiać sobie, że nic do niego nie czujesz. Już miałam nawet zamiar przemówić ci do rozumu, ale widzę, że jednak dałaś sobie radę sama.
Przez cały ten czas z szeroko otwartymi oczami i opadniętą szczęką milczałam, przetrawiając te informacje.
- Chcesz mi powiedzieć, że tak po prostu domyślałaś się tego? – Skinienie głową. – I mimo tego nie pisnęłaś nawet słówkiem?...
Anna wzięła moje dłonie w swoje i z wielkim przekonaniem potwierdziła.
- Musiałaś dojść do tego sama. Ale jednocześnie wciąż zgadzam się, że na razie trzeba Gabrielowi zgotować piekiełko. Domyślam się, że nie wykazał się za bardzo wyczuciem, kiedy poinformował cię o wszystkim. – Jedno spojrzenie na moją zdegustowaną minę wystarczyło. – Tak myślałam. Tym bardziej niech nie oczekuje, że zawsze dostanie od razu wszystko, o czym tylko zamarzy. Wybrał ciebie, a to oznacza, że ma dobry gust, ale jednocześnie – że powinien liczyć się z tym, że nie ma szans na potulną owieczkę u boku. Masz u mnie pełnie poparcie, kochana! – Zerknęła na zegar stojący przy ścianie. – Teraz jednak musimy już wychodzić. Nadszedł czas, żeby wyjść za mąż!
Dlaczego te kilka ostatnich słów zabrzmiało dla mnie jednocześnie jak groźba i obietnica?
Nastrój: Ua!!!!!!! SESJA NADCHODZI!
Kategoria: Opowiadanie



|Lay&html by VeraDeDiamant dla Princess Marta|

M A I N

Blog ten jest dedykowany:
Annie, autorce bloga my-fairytale,
oraz wszystkim Martom na Ziemi i w niebie!


Było tutaj już czytelników!

The Book

Look|| Add

P r o f i l e

PROFIL MYSPOT

Dodaj do ulubionych
CHARACTERS

S T O R Y

Prologue
Chapter I
Na zastępstwo

Chapter II
Numer dziewiąty na Upper Brook Street w Londynie

Chapter III
"Rodzina"

Chapter IV
Zagadka z przeszłości...

Chapter V
"Księżniczką być!"

Chapter VI
Anna

Chapter VII
Powrót do domu

Chapter VIII
Bal, Anioł i...

Chapter IX
"Wiele hałasu o nic"

Chapter X
"Kto się czubi, ten się lubi"?

Chapter XI
Zakład

Chapter XII
"Nie ma miłości bez zazdrości"...

Chapter XIII
"Żywot człowieka..." chorego

Chapter XIV
Wielka gra

Chapter XV
Prawie jak... "Upiór w operze"?

Chapter XVI
Niespodzianka

Chapter XVII
Dziecinny upór

Chapter XVIII
Radość z dobrych pomysłów

Chapter XIX
Nowi znajomi i stare kłopoty

Chapter XX
Oświecenie


Chapter XXI
Nieoczekiwany zwrot akcji


A r c h i v e

2006
styczeń (2)
marzec (1)
lipiec (1)
wrzesień (1)
październik (2)

2007
styczeń (2)
kwiecień (1)
sierpien (1)
październik (1)
grudzień (1)

2008
styczeń (1)
luty (1)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (1)
sierpien (1)

2009
kwiecień (1)

2010
listopad (1)

2011
styczeń (1)




L i n k s

Upiór w operze
Music of the night - z filmu;)
All I ask of you - z filmu;)
All I ask of you - Emmy Rossum i Patrick Wilson na święta;)
Josh Groban śpiewa "Music of the night"
Angel of music - z filmu (Emmy Rossum)
Świetny filmik z "Upiora" - podkład to instrumentalne "Think of me"
Think of me - Jedna z moich ulubionych piosenek z musicalu - w wykonaniu Emmy Rossum
Josh Groban śpiewa "Music of the night"
"The way you look tonight" - Tony Bennet - animacja do "Upiora"
Katherine jenkins śpiewa "Music of the night"
Angel of music - z filmu (Emmy Rossum)

Moje blogi
J.W. Marta, księżniczka Silvermore;)
Inna historia Upiora w operze;)
Victoria Potter - najmłodsza córka Harry'ego Pottera
Historia Camelotu - Pani Jeziora i Elaine d'Astolat;)

Rozrywka
Gierki - część III
Gierki on-line - II
Może trochę dziecinne, ale co tam;) - ubieranki
Gierki on-line - I

Cudowne blogi!
Connie Rohan
Amanda Wood
Życie - Koszmar!
Alexandra Lestrange
Madame Malkin
Owieczka;)
Eve Wright
My fairytale - świetna historia księżniczki, która naprawdę nie jest księżniczką.
Once upon a time...

Oceny
Oceny blogów
Oceny Panien - Panny X & Panny Y!
Nie-Banalne-Oceny

Michael Bublé
Teledysk do "Save the last dance for me"
Michael Buble śpiewa "The way you look tonight" w amerykańskim "Tańcu z gwiazdami"
Animacja do piosenki Michaela b. - "LOST"
Teledysk do piosenki "Everything"
Josh Groban pojawia się jako niespodzianka na koncercie Michaela Buble - ten filmik jest świetny;)
Karaoke do mojej ulubionej piosenki Michaela Buble - Everything:D
HOME - jedna z moich ulubionych piosenek Michaela Bublé
'The more I see you" - Michael Buble - uff, uwielbiam to...;)
Animacja do "You belong to me" - Michael Buble
"Feeling good" - Michael Buble w roli agenta 007;)
"I've got you under my skin" - Michael Buble
Videoclip do "SWAY" - Michael Buble

Mój Profil

Podlinkuj

brak kategorii (0)
Opowiadanie (22)
Ogłoszenia (1)
wszystkie (23)

marta anna netherland silvermore europa udyk (1)marta anna netherland silvermore ksieżniczka juli (1)marta florence (2)marta gabriel angel kiss netherland silvermore ang (2)marta gabriel angel netherland silvermore angelfie (1)marta gabriel angel netherland silvermore londyn a (1)marta gabriel angel nick netherland silvermore ang (1)marta gabriel kiss eve nick lizzy (1)marta gabriel miłość (1)marta gabriel miłość zakochanie (1)marta gabriel nick udyk anna letter (1)marta netherland silvermore londyn księżniczka (1)marta rose silvermore netherland (1)marta rose silvermore netherland londyn (2)ogłoszenie urodziny (1)

mala-ygrek



C l u b s




F a v o u r i t e s

Marta-Brzydula i Marek Dobrzańskivictoria-potter-storygwyndeszczowa-piosnkasandglass-of-dreamsnigdy-cie-nie-zapomnedevotedowca5746story-of-audreyzycie-koszmarconnie-rohanewa5746panna-ysong-of-camelotphantom-of-the-opera


C R E D I T S:

Szablon wykonałam SAMA
i TYLKO dla TEGO BLOGA
Grafikę również wykonałam samodzielnie, linki do źródeł zdjęć w kolażu można znaleźć TU.
Zainspirowałam się cytatem z "Hamleta" Williama Shakespeare'a.
Fragment pochodzi z Aktu II.